wtorek, 6 lutego 2018

Ostatnie przygotowania

Wielki dzień się zbliża. 
A jeszcze dwa tygodnie temu wena trzymała mnie mocno za rękę. Prowadziła przez kolejne malowane pejzaże. Trochę rozświetloną dróżką wśród pól, trochę przez śnieżycę. Przez kryształowe mosty, po torach, po wodzie...
Przeszłyśmy razem kawał świata. Wena twórcza i ja ... twórcza. Zgrany z nas zespół!
Jeszcze chciała pokazać inne miejsca i wrażenia, ale .... czas podsumowania się zbliża, moja Weno!
Zebrałam obrazy. 
Jeden do drugiego, jeden za drugim, w szeregu równym i zwartym poszły .... do celu! Termin wystawy coraz bliżej!

środa, 3 stycznia 2018

Plamy w planach

Chcę żyć kolorem!
Mogę to zrobić! Wystarczy wyciągnąć zestaw farb i jakieś podobrazie malarskie, kawałek kartki albo deski, może stołu. Nawet jak farba spadnie na podłogę, to cóż? Abstrakcje też sobie cenię! 
Niech będzie kolorowo i malarsko!
Niech będzie artystycznie!
Niech sztuka wyjdzie poza ramy! Cokolwiek to oznacza!!!
Mam mnóstwo planów, ale w tym roku chciałabym mówić tylko o realizacjach. Najważniejsze dla mnie to pracować projektami, długofalowo, bez przeskoków i ciągłych zmian technik. Poszukiwać chcę, ale dogłębnie! Będę dreptać wkoło i eksperymentować, blisko, tu. Tak, aby poznawać, a nie tylko oglądać przez szybę pędzącego pociągu. Chociaż... jest to pociąg do sztuki :)
Na Nowy Rok planów w plamy życzę sobie!

niedziela, 31 grudnia 2017

Zamykam, żeby otworzyć...

Ostatni dzień w roku, za oknem wybuchy i strzały... Taka radość jak... na poligonie!
W planach wyjście... zatem szybki wpis.
Piszę ostatniego grudnia, żeby zamknąć. 
Zamknięte można otworzyć. 
Wciąż otwartego - nie da się ponownie otworzyć. 
Muszę zamknąć. 
Na klucz, kłódkę, na chwilę przecież, ale zamknąć dokładnie! Zamykam i zmykam.
Za drzwiami pozostawiam niedokończone sprawy, sfinalizowane projekty, niezrealizowane plany, wielkie marzenia, małe osiągnięcia, duże radości, milion inspiracji i czas, który właśnie się kończy. Całą tą przeplatankę. Warkocz optymizmu i pesymizmu pleciony od stycznia do dzisiaj - zamykam. Zawiązuję kokardkę, bo mam w sobie odrobinę romantyzmu i zadumy. 
Staję w prawdzie. Patrzę na swoje dzieło. Bez smutku, że nie taki. Z radością, że powstało. Z powagą patrzę, bez ściemy. Zamykam, żeby otworzyć...

wtorek, 5 grudnia 2017

Jeden obraz

Wejść do muzeum i znaleźć tylko jeden obraz.
Jeden, który przemówi do mnie... dzisiaj!
Do mnie, w tej sytuacji, z takim nastawieniem, w takim humorze i nastroju.
Który to będzie?
Byłam. 
Weszłam. 
Mocne opary zaschniętych farb olejnych i chemikaliów. Skrzypiąca drewniana podłoga.
Labirynt obrazów i ja pośród nich. 
Gdzie go szukać? Skąd wiedzieć, który ma przemówić kolorem, tematem?
Któremu dać szansę? Który mnie  - da szansę?
Mijam portrety. Malarz rosyjski, jakby zrezygnowany, z opadłą ręką trzymającą pędzelek, z brodą i żywymi oczami. Dziewczyna z różą, w długim czarnym płaszczu i ogromną białą kokardą pod szyją. Skromna i spokojna, wyczekująca. 
Nawiązują ze mną kontakt wzrokowy. Mijam ich. To nie to!
Dumni panowie w białych pudrowanych perukach w szatach koronacyjnych, purpurach i jedwabiach patrzą na mnie z góry. Trochę wyniośle, trochę ironicznie. Nie mają szans!
Sceny mitologiczne nasycone szczegółami, splot ciał i tkanin. Nawet nie patrzę.
Gdzie jesteś?
Widzę go z daleka. 
Przestrzeń, błękit powietrza, bez nadmiaru szczegółów. Kontrastowe drzewo na pierwszym planie.Góry, kamienne szczyty skąpane w delikatnym świetle słonecznym..
Podchodzę. 
Patrzę i oddycham.
Staję na palcach, żeby lepiej złapać oddech. 
Głębiej.
Zaciągam się powietrzem. 
Tym muzealnym, ale dla mnie ono jest wprost znad jeziora! 
Czuję spokój, radość i wolność!
To on!!!
Odnalazłam go! 
Dla mnie on - na dziś...

Alexandre Calame (1810-1864) Jezioro Czterech Kantonów ok. 1850r.
http://www.mnw.art.pl/

poniedziałek, 6 listopada 2017

Początek

Chcę wierzyć, że listopadowa zaduma to początek....
Chcę wierzyć, że długie wieczory mogą być początkiem....
Chcę wierzyć, że każdy dzień może być początkiem...
A listopad nie sprzyja!
Najpierw zalewa ogniem zniczy. Pamięć jakaś pierwotna i ciężka we mnie się budzi, świadomość istnienia i pochodzenia. Prostota rzeczy. Powtarzalność i rytm życia. Ja w tym wszystkim, córka Henryka, wnuczka Franciszka, prawnuczka Natalii.
Przestawiona godzina też zaskakuje. Ciemność nadchodzi szybciej i chętniej rozlewa się nad światem. Czuję całą sobą, że dwudziesta godzina wybiła, a tymczasem jest osiemnasta. Zatem można coś zacząć robić, skoro skrócony czas się zwraca!
Kiedy weszłam do pierwszej sali warszawskiej "Zachęty" zobaczyłam film, na którym grupa ludzi otwiera, a raczej próbuje się dostać do zanitowanej i dobrze zabezpieczonej trumny. Narracja jest wprost z kamery, nie ma ustawiania, ustalania, co kto ma mówić. Ot, nagranie bardzo naturalne. Wydarzenie dotyczy badań nad pochodzeniem pierwszych Piastów. Spoglądam na tytuł wystawy i nazwisko artysty. Hubert Czerepok "Początek".
I tak mnie to uderzyło, że koniec może być początkiem. Słowo i obraz zlało się w jedno, mocno i dogłębnie mnie szarpnęło jak poezja. Może filozofia. Nadzieja na jutro.

https://zacheta.art.pl/pl/wystawy/hubert-czerepok-poczatek

wtorek, 31 października 2017

Twój Vincent

Każdy film to obraz wprawiony w ruch. Tak po prostu jest. A jeśli obraz, który został ożywiony jest dziełem sztuki malarskiej?
To film "Twój Vincent". Chodzi oczywiście o van Gogha.
Jego słynne obrazy stały się integralną częścią filmu, stały się ... filmem!
Od pierwszych sekund projekcji byłam pod wrażeniem. Z Moniką wymieniałyśmy zachwyty już przy napisach początkowych. Te wibrujące plamy koloru, ożywione i pełne energii. Zaskakujące finały szaleństwa farb prowadzonych pędzlem. Broda listonosza sama w sobie jak dzieło sztuki. Tak wiele się na niej działo w sensie plastycznym, że dosłownie nie mogłam oderwać oczu! 
I obrazy znane jako nieruchome, te wiszące w muzeach, te zamknięte w opasłych albumach - tutaj pełne życia, dźwięku, ruchu! Ptaki zrywające się i frunące z trzepotem skrzydeł ponad falującymi zbożami. Ludzie pracujący w polu, kręcący się młyn. Skromny pokój. Most zwodzony.
Nade wszystko wspaniałe niebo gwiaździste wykonujące ruchy skrętne, wirujące! Jest i fabuła przybliżająca nam postać malarza i próbująca wyjaśnić przyczynę jego śmierci. Niczego nie narzuca. To "Twój Vincent" i Ty odbierasz go, jak chcesz.
Fascynujący.
Malarski.
Wibrujący.
Energetyzujący.
I jeszcze to, że każda klatka filmu namalowana ręcznie!
Polecam zdecydowanie! 
Oto zwiastun: https://www.youtube.com/watch?v=1n1RFgapVq0