wtorek, 5 września 2017

Nie zawsze mogę powiedzieć wszystko...

Dawno temu w lipcu włócząc się gdańskimi uliczkami natrafiam nagle na "dobrą kawę" i wiem, że muszę tam wejść. Dieta w toku, ale dla takiej chwili zrobię wyjątek i napiję się dobrej kawy! 
A towarzystwo najlepsze! My_husband to wiadomo, a za nami, przed nami, wokół nas - sztuka! Wspaniałe malarstwo wprost z Krakowa.... tu w Gdańsku! Poczułam się pozdrowiona przez bliski mi Kraków tu, nad morzem! Jakby historia zatoczyła krąg... Dogoniły mnie wspomnienia.
Marharyta Stashulionak maluje na desce temperą jajeczną. Kraków przedstawia wspaniale z poetyckim zamysłem, otwarty na interpretacje i odbiór. Kamieniczki i wieże zegarowe przenikają cienie, przedmioty, czasem ludzie, niektórzy wprost z kart historii. Wystawa ma tytuł "Wszystko o Krakowie" i dla mnie jest to więcej niż tylko miasto. Wizje Marharyty są wspaniałe, pełne szczegółów takich, że nie wystarczy jedno spojrzenie, aby obejrzeć obraz. On wciąż domaga się kolejnego kontaktu, powrotu, spojrzenia tego z daleka i z bliska! 
Autorka w sposób fascynujący opowiada o swoim malarstwie. Wielkość obrazu określa jako - taki, "który można w rękach trzymać". Najlepszy. I żeby nie był zbyt ciężki. Fascynuje mnie to określenie, personalizacja, też trochę ergonomii. To zapamiętałam najpierw z czytanego przy kawie wywiadu z artystką.
"Nie zawsze mogę powiedzieć wszystko" to jej odpowiedź na pytanie o szczegóły obrazu. Malarstwo mówi samo za siebie, a namalowany obraz żyje swoim życiem. Artystyczna kreacja namalowana na desce potrafi przemówić do odbiorcy jego własnym językiem. Nie trzeba wiele tłumaczyć. Nie zawsze da się powiedzieć wszystko. 
Po prostu brakuje słów ... z nadmiaru piękna!


środa, 16 sierpnia 2017

Państwowa Galeria Sztuki w Sopocie

Tak już jest, że lepiej być realnie niż wirtualnie! 
Można wtedy naprawdę być "tu i teraz", odbierać wszystkimi zmysłami przestrzeń, zapach, kolor i dźwięk! 
Są jednak takie sytuacje, że inaczej niż wirtualnie po prostu się nie da! Przeszkodą jest odległość! Można tylko "polubić" i być tam sercem. Tylko tyle i aż tyle. Do czasu. 
Na facebooku od dawna obserwuję działania Państwowej Galerii Sztuki w Sopocie. Klikam, komentuję, wpraszam się na wystawy i wernisaże - i wszystko w tym cyfrowym świecie. 
A Sopot daleki, przez pół Polski odległy.
I nagle staje się cud, taki zwyczajny, że realny. Jedziemy do Trójmiasta! 
Fascynujące zabytki Gdańska, przestrzeń portu Gdyni i .... Sopot! Spacer plażą, białe świetliste molo, tłumy ludzi wśród pięknych jachtów oraz.... Znane mi - a przecież nieznane miejsce na placu Zdrojowym - Państwowa Galeria Sztuki! 
W deszczu niosły mnie własne nogi wprost do tej świątyni ludzkiej myśli plastycznej!
I tak z zaproszenia wirtualnego znalazłam się w rzeczywistej Galerii pełnej autentycznej sztuki! Stało się to tak nagle, że skłonna jestem uważniej traktować wirtualny świat, bo ... staje się moją rzeczywistością. Nie zawsze. Czasem. To dużo.
Zwiedziłam wystawy:
- Ryszard Strojec "Gdański Durer" 1932-1997
- "Voyage" Jan Kanty Pawluśkiewicz
- Jan Ciągliński "Polski impresjonista"
Dla zainteresowanych polecam: http://www.pgs.pl/

piątek, 28 lipca 2017

Morze koloru

Morze mnie fascynuje. 
Wielka woda rozlana w przestrzeni. Na horyzoncie spokojna i nieruchoma jak pozioma linia. Przy brzegu pełna wahania, energii i siły. Nie ma mowy o przerwie, musi falować i bujać! Morze daje poczucie spokoju i ładuje akumulatory! Wspaniały zestaw!
Uciekam przed falą, a potem ją gonię!
I kolor morza nieokreślony, bo niestały. Czasem zupełnie odmienny od nieba, czasem jakby jego część. 
Morze....
Niebieskie, jak pogodne niebo. 
Asfaltowe, ciężkie jak ołów, ciemnoszare.
Srebrzyste z lekkim połyskiem, prawie jak metal.
Złote, jeśli słońce użyczy mu swoich promieni.
Zielone z odrobiną złotej poświaty, szczególnie przy molo w Sopocie.
...
Podajcie swoje kolorystyczne wrażenia!

piątek, 30 czerwca 2017

Maki w drodze


Maki, to wdzięczny temat. 
Często go podejmuję, bo maki jak poezja... ulotne, delikatne, ale w mocnych barwach czerwieni! 
Kocham maki! 
Akwarele z tym motywem kwiatowym stworzyłam w niedużych rozmiarach. Zielone ramki postanowiłam udekorować srebrzystymi liniami, które są kontynuacją motywu z akwareli. 
Dyptyk od wczoraj w drodze do Pani Kasi ze Stalowej Woli. W poniedziałek będą już u nowej właścicielki. Pozdrawiam!


piątek, 9 czerwca 2017

Planeta barw


Moja paleta narosła strukturą farb. Ma nierówną powierzchnię niczym jakaś .... planeta. To mój świat! Otaczam się nim. Czasem odlatuję... zupełnie jak odlatuje się w kosmos. W prawdziwy nigdy nie odleciałam. Ale czy mój własny kosmos nie jest prawdziwy? 
Żyję na planecie Ziemia. 
Ale chowam się w moim małym świecie.
To moja planeta barw.

niedziela, 30 kwietnia 2017

Wielki Teatr Inspiracji

Bardzo lubię plac Teatralny w Warszawie, jego architekturę, przestrzeń i klimat. A tu nagle ... okazja, aby zobaczyć wszystko od podszewki - wnętrza Teatru Wielkiego. Wszystko to, co oglądają i czego nie oglądają widzowie! Na propozycję Beaty odpowiedziałam twierdząco i o umówionej godzinie stawiłam się przed gmachem. Klucząc po piętrach, jadąc windą, zwiedzając wszystko od dołu do góry i z góry do dołu poczułam ogrom tej budowli!  Ale też ogrom pracy, jaką trzeba włożyć w stworzenie spektaklu! Ogromna scena z kieszeniami, czarna podłoga z białymi oznaczeniami. Już poczułam inny świat! Konkretne strzałki i linie dla mnie były artystyczną kompozycją płaską! W takim miejscu ustawiłam moją towarzyszkę...

Pracownia malarska, farbiarnia, pracownia krawiecka i modelarnia - serce zabiło mi mocniej! Połączenie wszelkich plastycznych zdolności i umiejętności ludzkich w zaprzęgu kwadrygi w szalonym pędzie ku Wielkiej Sztuce! Taaaak! 
Pewnie idealizuję, ale tak mam względem nowych miejsc i osób! Prawdziwa świątynia sztuki! Bardzo inspirująca wizyta, nie tylko ze względu na różnorodność wystawianych sztuk i ich treści, ale i samego obszernego pojęcia, jakim jest teatr. Z ciężkimi tkaninami, schodami, przestrzenią pełną luster, widownią pełną wygodnych foteli. Wymyślne dekoracje i ... stroje! 
I tu obiecana przez Beatę niespodzianka! Byłam w magazynie strojów! Dokładnie tak jak opowiadała Beata - jest to dłuuuuuuugi korytarz, w oddali małe światełko i przez całą tą długość stroje, stroje, stroje! Z piórami, kapeluszami, epoletami, etolami, trenami, koronkami, kwiatami, cekinami, perłami.... Tu moje serce i umysł oszalały z nadmiaru bodźców! Stroje były ułożone według przedstawień, w których grały swoje role. Wszystko było opisane - jaki spektakl i kiedy grany... To był raj! Wciąż zostaję pod wrażeniem tego miejsca! Ja wręcz za nim tęsknię! Za tym bogactwem tkanin, różnorodnością stylu, pomysłowością wykonania. To dla mnie Wielka Inspiracja! Szczególnie, że kocham tkaniny od zawsze!
W tym miejscu serdecznie dziękuję Ci, Beato, że zabrałaś mnie do Teatru Wielkiego. Otworzyłaś drzwi z napisem "teatr" do nowych obszarów w mojej wyobraźni. Kręte schody prowadzą mnie i wciąż zaskakują w labiryncie możliwości!
Bardzo mi się tu podoba! 
Na pewno odnajdziesz w moich pracach teatralne inspiracje!

sobota, 29 kwietnia 2017

Deszcz w stolicy... Stolica w deszczu...

Kwiecień naprawdę przeplata... Chodziłam już w cienkiej kurtce, w palącym słońcu wiosennym, widziałam śniegi białe i zamiecie, teraz... deszcz. Woda, której nadmiar spada wciąż i pada na głowę, na nos, ...na parasol! Kapie na samochody, budynki, chodniki, rzeźby w parku i świeże liście na drzewie. Moczy ławki, dachy, chlapie okna i przechodniów wodą wprost z kałuży. Przenika dogłębnie nieprzyjemną wilgocią...
Czy są jakieś pozytywne strony deszczu?
Są! Trudno to powiedzieć  na myśl o przemoczonych butach, dreszczu na ciele, marznących rękach! Ale podniosę głowę i z dumą wyznam, że są pozytywy w całej tej mokrej sprawie! I ja je zauważyłam, chciałam dostrzec, co lepsze - szukałam tych stron, chodząc uliczkami Starego Miasta, rozglądając się wkoło, chłonąc klimat, potykając się na śliskich kocich łbach.
Kolory lekko gasną, stają się ciemniejsze jeśli namakają wodą. Horyzont znika w zasobach miliona kropel. A chodniki pięknieją! Bruki miejskie wręcz oszlifowane i umyte deszczówką wspaniale błyszczą! I choćby ktoś patrzył tylko pod nogi to zobaczy... niebo!
A wieczorową porą przez zapłakane deszczem szyby można zobaczyć malarskie widoki! Obraz wprost jak z galerii impresjonizmu. Świat zbudowany z plamek, bez dbałości o szczegóły pokazuje klimat miejsca i światło! I jak nie lubić deszczu?