poniedziałek, 6 listopada 2017

Początek

Chcę wierzyć, że listopadowa zaduma to początek....
Chcę wierzyć, że długie wieczory mogą być początkiem....
Chcę wierzyć, że każdy dzień może być początkiem...
A listopad nie sprzyja!
Najpierw zalewa ogniem zniczy. Pamięć jakaś pierwotna i ciężka we mnie się budzi, świadomość istnienia i pochodzenia. Prostota rzeczy. Powtarzalność i rytm życia. Ja w tym wszystkim, córka Henryka, wnuczka Franciszka, prawnuczka Natalii.
Przestawiona godzina też zaskakuje. Ciemność nadchodzi szybciej i chętniej rozlewa się nad światem. Czuję całą sobą, że dwudziesta godzina wybiła, a tymczasem jest osiemnasta. Zatem można coś zacząć robić, skoro skrócony czas się zwraca!
Kiedy weszłam do pierwszej sali warszawskiej "Zachęty" zobaczyłam film, na którym grupa ludzi otwiera, a raczej próbuje się dostać do zanitowanej i dobrze zabezpieczonej trumny. Narracja jest wprost z kamery, nie ma ustawiania, ustalania, co kto ma mówić. Ot, nagranie bardzo naturalne. Wydarzenie dotyczy badań nad pochodzeniem pierwszych Piastów. Spoglądam na tytuł wystawy i nazwisko artysty. Hubert Czerepok "Początek".
I tak mnie to uderzyło, że koniec może być początkiem. Słowo i obraz zlało się w jedno, mocno i dogłębnie mnie szarpnęło jak poezja. Może filozofia. Nadzieja na jutro.

https://zacheta.art.pl/pl/wystawy/hubert-czerepok-poczatek

wtorek, 31 października 2017

Twój Vincent

Każdy film to obraz wprawiony w ruch. Tak po prostu jest. A jeśli obraz, który został ożywiony jest dziełem sztuki malarskiej?
To film "Twój Vincent". Chodzi oczywiście o van Gogha.
Jego słynne obrazy stały się integralną częścią filmu, stały się ... filmem!
Od pierwszych sekund projekcji byłam pod wrażeniem. Z Moniką wymieniałyśmy zachwyty już przy napisach początkowych. Te wibrujące plamy koloru, ożywione i pełne energii. Zaskakujące finały szaleństwa farb prowadzonych pędzlem. Broda listonosza sama w sobie jak dzieło sztuki. Tak wiele się na niej działo w sensie plastycznym, że dosłownie nie mogłam oderwać oczu! 
I obrazy znane jako nieruchome, te wiszące w muzeach, te zamknięte w opasłych albumach - tutaj pełne życia, dźwięku, ruchu! Ptaki zrywające się i frunące z trzepotem skrzydeł ponad falującymi zbożami. Ludzie pracujący w polu, kręcący się młyn. Skromny pokój. Most zwodzony.
Nade wszystko wspaniałe niebo gwiaździste wykonujące ruchy skrętne, wirujące! Jest i fabuła przybliżająca nam postać malarza i próbująca wyjaśnić przyczynę jego śmierci. Niczego nie narzuca. To "Twój Vincent" i Ty odbierasz go, jak chcesz.
Fascynujący.
Malarski.
Wibrujący.
Energetyzujący.
I jeszcze to, że każda klatka filmu namalowana ręcznie!
Polecam zdecydowanie! 
Oto zwiastun: https://www.youtube.com/watch?v=1n1RFgapVq0


wtorek, 17 października 2017

Jesień? Wchodzę w to!

Jesień można pokochać! Nawet nie z żalu za latem, bo cóż to byłaby za miłość.
Można pokochać za kolor! Za tę feerię barw, bogactwo i różnorodność odcieni! Szaleństwo!
Jest bardzo wzruszająco. Ma się ochotę pisać wiersze i śpiewać nawet! 
Albo milczeć wymownie przemierzając kolejne leśne ścieżki - w zachwycie nad tymi liśćmi na drzewach, w zadumie nad tymi, które już upadły i zamieniają się w proch. 
Jedno jest pewne - jesień to poetycka pora roku.
Mogłam to poczuć całą sobą podczas Jurajskiej Jesieni Poetyckiej!
Zatęskniłam za poezją, za wierszem...
Zanurzyłam się w słowach i wrażliwości innych. 
Zaczęłam szukać w sobie tego, co zostało odłożone na jakiś nieokreślony czas. 
To, co czasem puka delikatnie do drzwi wyobraźni. Jestem tutaj! Otwórz! Opowiem Ci coś.... Puk, puk!
A może to tylko bicie serca? 
Jesień? Wchodzę w to!

wtorek, 5 września 2017

Nie zawsze mogę powiedzieć wszystko...

Dawno temu w lipcu włócząc się gdańskimi uliczkami natrafiam nagle na "dobrą kawę" i wiem, że muszę tam wejść. Dieta w toku, ale dla takiej chwili zrobię wyjątek i napiję się dobrej kawy! 
A towarzystwo najlepsze! My_husband to wiadomo, a za nami, przed nami, wokół nas - sztuka! Wspaniałe malarstwo wprost z Krakowa.... tu w Gdańsku! Poczułam się pozdrowiona przez bliski mi Kraków tu, nad morzem! Jakby historia zatoczyła krąg... Dogoniły mnie wspomnienia.
Marharyta Stashulionak maluje na desce temperą jajeczną. Kraków przedstawia wspaniale z poetyckim zamysłem, otwarty na interpretacje i odbiór. Kamieniczki i wieże zegarowe przenikają cienie, przedmioty, czasem ludzie, niektórzy wprost z kart historii. Wystawa ma tytuł "Wszystko o Krakowie" i dla mnie jest to więcej niż tylko miasto. Wizje Marharyty są wspaniałe, pełne szczegółów takich, że nie wystarczy jedno spojrzenie, aby obejrzeć obraz. On wciąż domaga się kolejnego kontaktu, powrotu, spojrzenia tego z daleka i z bliska! 
Autorka w sposób fascynujący opowiada o swoim malarstwie. Wielkość obrazu określa jako - taki, "który można w rękach trzymać". Najlepszy. I żeby nie był zbyt ciężki. Fascynuje mnie to określenie, personalizacja, też trochę ergonomii. To zapamiętałam najpierw z czytanego przy kawie wywiadu z artystką.
"Nie zawsze mogę powiedzieć wszystko" to jej odpowiedź na pytanie o szczegóły obrazu. Malarstwo mówi samo za siebie, a namalowany obraz żyje swoim życiem. Artystyczna kreacja namalowana na desce potrafi przemówić do odbiorcy jego własnym językiem. Nie trzeba wiele tłumaczyć. Nie zawsze da się powiedzieć wszystko. 
Po prostu brakuje słów ... z nadmiaru piękna!


środa, 16 sierpnia 2017

Państwowa Galeria Sztuki w Sopocie

Tak już jest, że lepiej być realnie niż wirtualnie! 
Można wtedy naprawdę być "tu i teraz", odbierać wszystkimi zmysłami przestrzeń, zapach, kolor i dźwięk! 
Są jednak takie sytuacje, że inaczej niż wirtualnie po prostu się nie da! Przeszkodą jest odległość! Można tylko "polubić" i być tam sercem. Tylko tyle i aż tyle. Do czasu. 
Na facebooku od dawna obserwuję działania Państwowej Galerii Sztuki w Sopocie. Klikam, komentuję, wpraszam się na wystawy i wernisaże - i wszystko w tym cyfrowym świecie. 
A Sopot daleki, przez pół Polski odległy.
I nagle staje się cud, taki zwyczajny, że realny. Jedziemy do Trójmiasta! 
Fascynujące zabytki Gdańska, przestrzeń portu Gdyni i .... Sopot! Spacer plażą, białe świetliste molo, tłumy ludzi wśród pięknych jachtów oraz.... Znane mi - a przecież nieznane miejsce na placu Zdrojowym - Państwowa Galeria Sztuki! 
W deszczu niosły mnie własne nogi wprost do tej świątyni ludzkiej myśli plastycznej!
I tak z zaproszenia wirtualnego znalazłam się w rzeczywistej Galerii pełnej autentycznej sztuki! Stało się to tak nagle, że skłonna jestem uważniej traktować wirtualny świat, bo ... staje się moją rzeczywistością. Nie zawsze. Czasem. To dużo.
Zwiedziłam wystawy:
- Ryszard Strojec "Gdański Durer" 1932-1997
- "Voyage" Jan Kanty Pawluśkiewicz
- Jan Ciągliński "Polski impresjonista"
Dla zainteresowanych polecam: http://www.pgs.pl/

piątek, 28 lipca 2017

Morze koloru

Morze mnie fascynuje. 
Wielka woda rozlana w przestrzeni. Na horyzoncie spokojna i nieruchoma jak pozioma linia. Przy brzegu pełna wahania, energii i siły. Nie ma mowy o przerwie, musi falować i bujać! Morze daje poczucie spokoju i ładuje akumulatory! Wspaniały zestaw!
Uciekam przed falą, a potem ją gonię!
I kolor morza nieokreślony, bo niestały. Czasem zupełnie odmienny od nieba, czasem jakby jego część. 
Morze....
Niebieskie, jak pogodne niebo. 
Asfaltowe, ciężkie jak ołów, ciemnoszare.
Srebrzyste z lekkim połyskiem, prawie jak metal.
Złote, jeśli słońce użyczy mu swoich promieni.
Zielone z odrobiną złotej poświaty, szczególnie przy molo w Sopocie.
...
Podajcie swoje kolorystyczne wrażenia!

piątek, 30 czerwca 2017

Maki w drodze


Maki, to wdzięczny temat. 
Często go podejmuję, bo maki jak poezja... ulotne, delikatne, ale w mocnych barwach czerwieni! 
Kocham maki! 
Akwarele z tym motywem kwiatowym stworzyłam w niedużych rozmiarach. Zielone ramki postanowiłam udekorować srebrzystymi liniami, które są kontynuacją motywu z akwareli. 
Dyptyk od wczoraj w drodze do Pani Kasi ze Stalowej Woli. W poniedziałek będą już u nowej właścicielki. Pozdrawiam!