środa, 30 października 2013

Rezonanse

24 października grubo po 18 (po nieobowiązkowym szkoleniu - jak się okazało pod koniec tegoż) pojawiłyśmy się z Basią w Domu Artysty Plastyka przy ulicy Mazowieckiej. Tam, właśnie odbył się wernisaż Lucilli Kossowskiej i Tadeusza Wieczorka. I oto Tadeusz, którego znałam tylko z fb jawi mi się w świecie realnym, razem ze swoimi dziełami wibrującymi, żyjącymi, oddychającymi wręcz! Czułam pulsowanie, również w podświadomości! Kiedy przeczytałam notkę o artyście pomyślałam, że sama nie jestem nawet w połowie drogi... Choć przecież każdy ma swoją ścieżkę, inne priorytety, marzenia, plany...
Obejrzałam rezonanse w różnych barwach, obejrzałam z daleka i bliska, reagowałam spokojnie i żywiołowo! Weszłam w inny świat! 
Po rozmowach o życiu i sztuce (a czyż to w jedno się nie zespala?) czułam się jak przerzucona do innej rzeczywistości. Jakby ktoś Ctrl X nacisnął i mnie Ctrl V wkleił w inny świat.... I nawet podobny był ten Plac Konstytucji do realnego placu o tej samej nazwie, ale ja sama.... już inna byłam i taką chciałam pozostać!

Więcej o wystawie i artystach:

http://www.poland-art.com/index.php/wystawy/warszawa/zpap-warszawa/zpap-galeria-3678/7680-lucilla-kossowska-i-tadeusz-wieczorek-w-galerii-3678

poniedziałek, 21 października 2013

Kiedy przychodzi Wena...

W sobotę udało mi się zrobić trochę zaplanowanych rzeczy. 
Jednak najbardziej podobała mi się praca nad obrazem o tytule jeszcze nie ustalonym... 
Ale bliskim Sztuce Przenikania. 
Stanęłam do płótna z podmalówką zrobioną wcześniej.... i poczułam, że wiem! 
Wiem, jak prowadzić rękę, który kolor mieszać i z jakim go łączyć. Praca szła jak po maśle! Większe ruchy pędzlem czy szmatką bardziej rozmyte i te z impastem, ale ograniczone w kształcie do ostrych linii. A jak je uzyskać, mając do dyspozycji pędzel i ludzką niedoskonałość?


Po prostu używając "maski". Ot zwykły kawałek sztywnego papieru, a jaki pomocny!
Dzieło dosycha, a jego treść i forma zostanie zaprezentowana Jury Konkursu Malarskiego im. Leona Wyczółkowskiego w Bydgoszczy na początku listopada. W planie jeszcze jedno dzieło...

środa, 9 października 2013

Stare dobre kino

Tak już jest, że aby wypocząć wybieram się do kina na stare filmy.
Moim ulubionym miejscem na mapie kulturalnej stolicy jest ILUZJON! 
Kocham to miejsce! Za atmosferę! Za kawę i brak popcornu!!! Brawo!
Minionej niedzieli świętowałam z Krzysztofem właśnie w Iluzjonie. Bawiła nas komedia z roku 1938 "Paweł i Gaweł". Publiczność zgromadzona w sali o nazwie Mała Czarna - liczyła osób pięć! Ale przecież liczy się jakość, a nie ilość! Było naprawdę kameralnie!
Świetna gra aktorska duetu Bodo i Dymszy - bawiła mnie do łez!


Z zainteresowaniem oglądałam wyposażenie filmowych wnętrz, jakie wtedy były modne meble, jak wyglądała hotelowa winda i sala konferencyjna! Jakie wspaniałe radia-meble! Stroje! Oprócz radości, pozostał we mnie sentyment do dawnych lat...
Cóż ja poradzę, że kocham to co stare - meble, drewniane  domy, samochody... Wydają mi się bardziej trwałe i przemyślane w sensie projektowym. I duszę mają! I służyły ludziom długo...
A dziś? Co chwila "nowość" i "promocja"... puste słowa, jak dla mnie.
Wstąpiłam dziś do biblioteki i oto czytam książkę Ryszarda Wolańskiego "Eugeniusz Bodo".
Wspaniały gwiazdor kabaretu, a potem filmu kończy tragicznie...
To znaczy, że "nic nie może wiecznie trwać"?
Ale przecież trwa! Mimo wszystko! 
Aktor żyje, porusza się, śmieje, śpiewa... na ekranie Iluzjonu! Taka wspaniała iluzja!

sobota, 5 października 2013

Sobota

Sobota to dobry dzień. 
Jest dużo czasu. 
Zaczęłam od kawy w łóżku. Potem czytanie. Ale nie za długo, bo już mnie ciągnęło do farb! Dokończyłam jeden obraz, który zgłoszę do Bydgoszczy. Zaczęłam też drugi. Ponieważ na bydgoski konkurs można zgłosić trzy dzieła, to ... nie ustawałam w pracy ! 
Do "Zadry" też już gotowy, dosychają boki. Zawsze zamalowuję boki, bo uważam, że tak jest estetycznie, a obraz wygląda dobrze nawet bez ramy.
Potem znowu relaks z książką. Czytam "Życie Pi" powieść Yanna Martela. Podoba mi się bardzo, a teraz jeszcze dotarło do mnie, że powieść ta jest zekranizowana! Muszę to zobaczyć!
Późnym popołudniem siadłam do maszyny. Dokończyłam zestaw serwet. Duża i 6 małych. Małe były już gotowe, ale duża to prawdziwie DUŻA robota. 
Uwaga, jaki kolor? Czarna! A obszywana i dekorowana nićmi cieniowanymi: od ciemnej szarości po biel. Nici delikatnie się błyszczą, więc wygląd serwet jest bardzo szlachetny i "designarski". Nie ma na nich kwiatków tylko organiczne kształty abstrakcyjne! Ha! Wypełnione różnymi wzorami haftów maszynowych.
Zakończyłam ten komplet i myślę o kolejnym!
Jeszcze godzina tej soboty, co taka fajna jest i zbyt szybko mija....
Idę coś jeszcze zrobić!
Tymczasem wrzucam kilka fotek serwet, które szyłam w wakacje. Uszyć można... wszystko! :D
Italia:

Świątecznie:


Kogutek:
 Mam jeszcze dużo :D