poniedziałek, 3 lutego 2014

Spacer tramwajowy

Wczoraj zima odpuściła trochę i już była łaskawsza. A ja bardziej skora do włóczykijstwa miejskiego, które bardzo sobie cenię! W mrozy jakby mniej... ;D
Zaproponowałam (my_husband) Krzysztofowi, aby udał się ze mną na spacer tramwajowy! 
Zgodził się! 
Tramwaje mają w sobie to "coś", czego nie mają plujące spalinami autobusy, ani metro, za którego oknami tylko czerń. 
Lubię tramwaje! Sunące po torach prawie bezszelestnie, a jeśli nawet jakiś stukot jest to z gracją, czy jakby to powiedzieli warszawiacy - Z FASONEM i w rytmie! Te ostre zakręty! Szczególnie dobrze wtedy jest być w ostatnim wagonie lub na końcu nowoczesnego tramwaju (który oddzielnych wagonów nie posiada)! 
I tak odbyliśmy spacer tramwajowy!
Jechaliśmy najpierw 6, potem 18, następnie przesiedliśmy się w 27, kolejny to 1 i 17. Przerwa na kawę! :)
Potem jeszcze do księgarni 9 i z powrotem 22. Tak oto spacer tramwajowy odbyliśmy siedmioma tramwajami. Tramwaj o numerze 18 uznaliśmy za obiekt widmo! Na żadnym przystanku nie widniał jako tramwaj z tej trasy, nie było jego rozkładu jazdy. W tramwaju trasa też nie wymieniała tych miejsc, które własnie pokonywał! Ciekawy był....
Robi się ciepło, marzy mi się nie spacer, a MARATON TRAMWAJOWY!
Na czy miałaby polegać ta zabawa miejska? 
Ustalamy, że w ciągu godziny podróżujemy tylko tramwajami, ale ... najważniejsza zasada: trzeba je zmieniać jak najczęściej! Ile uda się złapać i przejechać choć odległość jednego przystanku? Zobaczymy! Polecam zabawę! :D


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz