wtorek, 22 kwietnia 2014

Jeszcze o Jawie

Jawa to motorower.... ale nie tylko!
To też estetyczne przeżycie! Nasi sąsiedzi - dizajnerzy zza południowej granicy mocno głowili się nad jej wyglądem, konstrukcją, rozwiązaniami technologicznymi! I oto jest moja! Ma 41 lat i czeka ją gruntowny remont (po sezonie)!
Tymczasem cieszy każdy kilometr przemierzony na jej "grzbiecie"!
Jest postęp, wyjechałam na ulice boczne i główniejsze! Odwiedziłam rodzinę!
Odpalanie "z popychu" (to się zdarza) to dla mnie ćwiczenie mięśni ("Ala, musisz biec szybciej!"), ale dla świadków widowiska to... prawie jak happening! Zatem jesteśmy wciąż w kręgu sztuki!
Jest jeszcze coś! Jadąc na motorowerze widzimy to, czego z perspektywy wnętrza samochodu nie mamy szans zobaczyć. Nieduża prędkość pozwala cieszyć się widokami, promienie słoneczne między drzewami lasu, kolor traw, kot wśród pól, owady (ileż ich jest).
I to, że w słońcu ciepło, a w cieniu chłodno!!!
Taki sprzęt zachęca do szaleństw, daje poczucie dystansu do rzeczywistości bo sam... jest od niej oderwany, a może nawet jej przeczy!?
Nie jest modny, ani nowy, nie jest drogi i "szpanerski". Jest prosty, zwykły, ale oryginalny!!! I daje do myślenia, że jest jeszcze coś poza konsumpcyjnym życiem nastawionym na użycie i wyrzucenie, na sięganiu wciąż po nowe, lepsze, droższe! 
A właścicielka wciąż ma ochotę fotografować się z Jawą w różnych konfiguracjach i stylach... Myślicie, że transport obrazu olejnego większych rozmiarów udałby się na tym sprzęcie?



niedziela, 20 kwietnia 2014

Świątecznie

Świętujecie?
Moje haftowane kartki doszły do Was! Otrzymałam smsy, e-maile  oraz podziękowania słowne! Cieszę się! Lubię sprawiać innym radość!
A na stronie gminy Gołcza, wnętrze kartki ode mnie zostało zeskanowane i opublikowane na stronie urzędowej!!! :)
Szkoda, że bez dekoracyjnych pisanek! Ale i tak cieszę się bardzo!!!
Nie piszę wiele, bo dużo się dzieje! A Jawę palę co dzień!
:)
Świętujmy....

Dziś, w dzień poświąteczny życzenia zostały zdjęte ze strony.... Ale były! Jest radość! 
Okazało się, że mąż mój przezorny zrobił "zrzut" ekranu tej internetowej publikacji. Oto ona:

 

piątek, 11 kwietnia 2014

Wokół jaja

Nie zawsze wysyłam kartki świąteczne. Powód jest jeden - nigdy ich nie kupuję, zawsze tworzę sama, ale czasem pomysł jest tak pracochłonny, że nie wyrabiam się czasowo, również to, że biorę się za robotę zbyt późno ma swoje konsekwencje.
W tym roku było inaczej. 
Dużo wcześniej wyhaftowałam wzorki na bawełnie i dżinsie. Potem wycięłam z nich kształt jaja i przeszłam do najprzyjemniejszego etapu pracy - przyszywania aplikacji do drukowanej wcześniej kartki! Tkanina i papier? Szyło się super! I ten specyficzny dźwięk, kiedy igła wbija się w twardy karton. Z przyjemnością wykonywałam kolejne okrążenia wokoło jaja! Nierówne, bo artystyczne!





Kartek wykonałam dwanaście. Jedenaście wypełniłam "od ręki", a ostatnia została... Owszem, znam i lubię jeszcze tyle osób, że mogłabym wysłać tych kartek i sto dwanaście, jednak... podjąć decyzję komu jeszcze przesłać haftowane jajo - to łatwe nie było!
Uznałam, że to musi być wyjątkowy adresat!!! I niekoniecznie muszę go znać!!! Dziwne?
Dwunastą kartkę wysłałam spontanicznie na ręce wójta gminy Gołcza, w której znajduje się miejscowość o wspaniałej nazwie WIELKANOC!!! Życzenia były dla mieszkańców tej właśnie miejscowości!
:) Lubię to!

czwartek, 10 kwietnia 2014

W "Zachęcie"

Dawno już miałam wybrać się do "Zachęty", ale zawsze jest coś ważniejszego, a czasem... też ważne i nie dające ze sobą dyskutować... zmęczenie!
Udało się jednak. Spacerem, na którym rozglądałam się bacznie po fasadach kamienic Krakowskiego Przedmieścia, doszłam wolno do świątyni sztuki. Już z daleka jawił mi się ten budynek jako dzieło architektury, to Pałac "Zachęty"!!!


Tuż za nim widać kopułę kościoła św. Trójcy, który jest w każdym podręczniku do plastyki!
Wkroczyłam do pałacu po wysokich schodach. Zostawiłam okrycie wierzchnie w szatni i tak, "na luzie" udałam się popatrzeć - do czego doszli wielcy artyści!
Wystawa prac Henryka Tomaszewskiego, który urodził się równe 100 lat temu, zainteresowała mnie. Podobał mi się ten minimalizm, kilka plam, czasem tylko ciekawa czcionka "solo" i oto przede mną pełen treści plakat! Było też mnóstwo książek, z okładkami jego autorstwa.
"A może by tak zająć się i tym..." - szepnęła moja wyobraźnia, w takich miejscach zawsze bardzo ożywiona. Nie odpowiedziałam nic. Milczałam. A przecież sam tytuł wystawy jakby coś sugerował..."Byłem, czego i wam życzę"!
Świetnym uzupełnieniem wystawy był film, wywiad z nieżyjącym już artystą. Lubię, kiedy można obejrzeć człowieka "na żywo" właśnie! Czy mówił flegmatycznie, czy energicznie, jak się ubierał, jak się wyrażał!
Wychodząc z szatni (umiejscowionej w podziemiach) ujrzałam siebie zwielokrotnioną! Widziałam Alę podwójną, podwojoną, składającą się z dwóch Al - ale jeszcze jako całość!


I to prawda. Jedna Ala jest zwyczajnym człowiekiem, przechodniem, klientem w sklepie dla plastyków, pieszym na pasach, pasażerem w metrze. Druga Ala żyje w świecie wyobrażeń, bacznie obserwuje świat, w którym przenikają się formy, przestrzenie i barwy, maluje, szyje i wciąż marzy...


środa, 2 kwietnia 2014

Szóstka

  

Przedstawiam Wam bliżej szóstkę! To właśnie ta broszka podobała Wam się najbardziej!
A przecież są już kolejne, te skończone i te... niedokończone jeszcze haftowane róże.
Oto kilka ujęć, tych które należą do grupy "gotowych":







Wszelkie uwagi, spostrzeżenia, wrażenia mile widziane. 

wtorek, 1 kwietnia 2014

Niedzielnych wrażeń moc

Poznałam nowe miejsce! 
Uwielbiam odkrywać, być zaskakiwaną, przeżywać i zachwycać się! 
Wybraliśmy się do zespołu klasztornego Kamedułów na Bielanach. Niezapomniane wrażenie! Architektura mnie zachwyciła, a szczególnie wnętrze! Całe w bieli! Barokowe zdobienia w tym kolorze, mają niesamowitą elegancję! Widać formę, która nie gubi się w nadmiarze barw!

Bogactwem wnętrza było też światło, które wpadało prostymi liniami do wnętrza. Coś podkreślało, coś gubiło się w cieniu. Światło, najlepszy plastyk!
Do tego dodać muszę dym kadzidła i średniowieczne śpiewy!!! Atmosfera była podniosła i ja też tak się czułam!

Wokół świątyni było jeszcze tyle do oglądania! 
- Rzeźby Józefa Wilkonia, którego cenię również za ilustrację książkową! (Koniecznie muszę tę fascynację opisać na tym blogu.)
- Osiołek Franio, który nie raz wiózł księdza proboszcza w Niedzielę Palmową na swoim grzbiecie! Super pomysł!!! 
- Domki pustelnicze tzw. eremy pokamedulskie. (Po-kamedulskie, ponieważ Kameduli wypędzeni podczas zaborów, nie wrócili już na te ziemie.)
- Volkswagen proboszcza, auto znane jest pod nazwą "Garbus" - ten był bordowo-kremowy, mam  sentyment do tego auta, bo się bujałam takim kilka lat!
- Zabudowania Uniwersytetu znanego jako UKSW (absolwenta tej uczelni mam w domu! A ukończył ją z wyróżnieniem!)
To miejsce jest wyjątkowe. Mieści się w środku obszernego Lasu Bielańskiego, dlatego tchnie spokojem. A chętnych do zażywania spokoju nie brakowało tego dnia!


I ta pierwsza zieleń leśna, soczysta i bardzo świeża. 
Z wrażenia (ale też przez przestawianie godziny) nie mogłam w nocy spać!!!