czwartek, 31 lipca 2014

Lublin - Otwarte miasto

Lublin! Wspominam i tęsknię!
Chłonęłam atmosferę, rozglądałam się uważnie i zachłannie, robiłam zdjęcia, bo pamięć krótka!
Lublin - Otwarte miasto! To nazwa festiwalu, którego artystyczne prace zwracały moją uwagę.
Czy nie jest wspaniałym pomysłem wypełnienie okien odrapanych (ale bardzo malowniczych) kamienic starymi zdjęciami lubelskich Żydów? Autor: Roinen Eidelman tytuł: "Coming out".


Przeszłam przez rzeźbę Bohdana Rucińskiego, bo tak zachęcał tytuł, po prostu "Przejście". Od razu poczułam się lepiej, inaczej, jeszcze bardziej otwarta na miasto!






Nie sposób było przejść obojętnie koło gigantycznej budowli "Katapulta", której autorem jest Nikita Shalenny. To dzieło - nawiązanie do polityki ukraińskiej (w domyśle średniowiecznej) i możliwości, a raczej jej braku - w podejmowaniu decyzji przez tamtejsze społeczeństwo.


Obiekt, koło którego przechodziłam kilka razy i nigdy obojętnie to .... trabant! Dzieło o tytule "Forma światła" autorstwa ukraińskiej rzeźbiarki Żanny Kadyrovej. Wspaniale prezentują się promienie światła bijące z reflektorów!


Autorka stworzyła cały cykl prac pt. "Formy niewidzialne". Coś nieuchwytnego, niewidocznego zamieniała na ciężkie i masywne! Popatrzcie na ten detal!


Do stworzenia tej rzeźby autorka użyła samochodu osobowego marki Trabant. Nie jest mi obcy ten sprzęt! Wszak w dzieciństwie jeździłam takim na wycieczki z rodzicami! Nieświadoma jeszcze, że będę tak blisko sztuki...


środa, 30 lipca 2014

Fotokolekcja

Czy zbieracie coś? Tworzycie kolekcje? A potem z dumą je prezentujecie innym?
Podczas wakacyjnych podróży trafiłam do wyjątkowego zakładu fotograficznego. Było to w Zamościu, w podcieniach rynku. To tam właśnie ogarnął mnie zachwyt i euforia! 

Od podłogi do sufitu zebrane w setkach
patrzały się na mnie, 
obserwowały mnie 
i gapiły się
nie do końca 
obiektywnie 
obiektywy
aparatów
fotograficznych!



To prywatna kolekcja Adama Gąsianowskiego, który oprócz aparatów zbiera też stare zdjęcia! Do niego właśnie zgłosili się mieszkańcy pewnej miejscowości, kiedy podczas remontu pod podłogą jednego z mieszkań znaleźli ponad tysiąc szklanych negatywów! Kolekcjoner je odrestaurował, oczyścił, co zajęło mu dwa lata! Owocem tych prac jest książka - album ze starymi zdjęciami.
Zakład fotograficzny zachwycił mnie też atmosferą. Do pana Adama wpadają ludzie na pogaduszki, ot, tak posiedzieć chwilę. Sama, kupując pocztówki (przedruk starych!) zagadałam się nieźle.... o fotografii rzecz jasna!

Jeszcze o kolekcji:
Czar dawnych zdjęć

poniedziałek, 28 lipca 2014

Malarstwo i motoryzacja

Kiedy czujecie wolność?
Taką prawdziwą wewnętrzną!
Ja wtedy, kiedy przemierzam ulice i uliczki, trakty i drogi w wybranej przez siebie kolejności, bez planowania.
Pieszo, kiedy poznaję nowe miasto.
Samochodem, kiedy jadę pierwszy raz jakąś trasą liczoną w setkach kilometrów albo chociaż w dziesiątkach.

Na Jawie!
Kiedy przemierzam nieduże odległości, wiatr wieje, odczuwam zmiany temperatury, słyszę ryk silniczka o mocy 3,5 KM, zmieniam biegi nogą, a sprzęgło naciskam ręką (czyli odwrotnie jak w samochodzie), jak zbieram zakręt, jak wyprzedzają mnie wszyscy (rowery jednak nie mają szans), jak facet na wypasionym motocyklu pokazuje mi kciuk do góry - docenił moją miłość do starych motorowerów!
To jest wolność! Moja wolność ma na imię JAWA! :)
Jak widać poniżej można tę miłość połączyć z miłością do malarstwa!




wtorek, 22 lipca 2014

Plener 1 i 2

Jednym z moich marzeń urlopowych było wyjście w plener! Dokładnie tak, jak za czasów studenckich - ze sztalugą, paletą i płótnem wśród łąk, zbóż i falujących drzew! 
Wspaniałe uczucie! 
Umysł jasny, nie ma wątpliwości jaki kolor położyć i w jakim kształcie ma być plama. Co pominąć, a co uwypuklić i podkreślić!
Świetnie!




Łąka również wspaniała! W pewnym momencie użyłam wiązki traw zamiast pędzla!


  
Przemyśleń miałam dużo. Tworząc wśród natury czułam, że dotykam SACRUM!

piątek, 18 lipca 2014

Podróż

Wspominałam już o naszej podróży - z Warszawy przez Nałęczów do Lublina. Dalej Zamość, Busko-Zdrój i wreszcie Złoty Potok. Tak to przedstawia się na mapce.


To wspaniała kilkudniowa podróż dała mi wiele satysfakcji! Tematów do rozmów i prezentacji na blogu mam dużą ilość! Ale nie ma się czego obawiać - dozować je będę w małych bezpiecznych dawkach! Smakować będę nieśpiesznie moje wspomnienia, okraszane zdjęciami!


Zamość zachwycił mnie swoim ryneczkiem, choć myślałam (na podstawie zdjęć z internetu), że to będzie raczej RYNEK! Ot, taki psikus szerokokątnych obiektywów! Miło wspominam też pewnego zapalonego fotografa! Ale o tym nie dziś!


Busko-Zdrój zaimponowało mi energią i liczbą ludzi w tak niedużym mieście!
Po drodze spontanicznie zatrzymaliśmy się jeszcze w mało urodnym Jędrzejowie, ale z powodu Muzeum Zegarów Słonecznych, o których tyle czytałam i słyszałam, a widzieć nie miałam okazji!


Był nawet zegar z żabką... Ale to temat na dłuższy wykład! :)

niedziela, 13 lipca 2014

Lublin przez Nałęczów

Pierwsze wrażenia?
W Nałęczowie spokój! Nieśpieszne zadbane starsze panie (jedna na pytanie koleżanki, czy sprząta pokój powiedziała, że nie po to tu przyjechała! i słusznie!!!), panów znacznie mniej! Duch Prusa, autora mojej ulubionej powieści "Lalki" unosił się, szczególnie w jego małym muzeum! Widziałam  maszynę do pisania Hammonda! Lubił nowinki techniczne, dlatego też zakupił aparat fotograficzny, który znalazł się wśród eksponatów! A jak już kustosz muzeum dorzuciła, że żonie kupił maszynę do szycia... wielbię go jeszcze bardziej!


Lublin - piękny!!! Jestem pod wrażeniem cudnych kamieniczek, rozległego Starego Miasta, Zamku na wzgórzu! Miasto wspaniałych kontrastów - budynki odnowione sąsiadują ze starymi, odrapanymi - ale jakże malowniczymi!


I trolejbusy!!! Już je lubię!!!!


Ale, ale... miały być tylko pierwsze wrażenia... Innym razem opiszę i drugie, i trzecie!

piątek, 11 lipca 2014

Mały plener

Słowo "plener" pochodzi od francuskiego "en plein air" i oznacza "na świeżym powietrzu". Tak też było na moim "małym plenerze". Byłam na świeżym powietrzu, w bezpośrednim kontakcie z naturą (kwiaty i drzewa w ogrodzie), ale malowałam włoskie miasteczka oraz pejzaże z południowej Polski.
Czy mogę zatem powiedzieć, że plener był międzynarodowy, bo umysłem przeniosłam się poza granice kraju?
:)
Oto moje małe królestwo! Na pierwszym zdjęciu widać rozpoczęte trzy obrazy - dosłownie w fazie podmalówki, kto ma ochotę może pobawić się w odgadywanie - które to obrazy, już ukończone!







Dziś wieje i nie ma słońca. Choć miejsce plenerowo-balkonowe jest dobrze zadaszone i można malować przy każdej pogodzie! Jednak zebrałam już sztalugi i farby. Zabieram je na prawdziwy plener, a tymczasem pakuję się... w podróż przez Polskę! Obiecuję relację "na żywo" :)

poniedziałek, 7 lipca 2014

Sztuk kilka

W minioną sobotę wybrałam się z Krzysztofem na Starówkę z powodu...Międzynarodowego Festiwalu Jazzowego. O 19 swój koncert rozpoczął zespół Joey Calderazzo Trio.
Joey założyciel zespołu to 49-letni amerykański pianista jazzowy! Grał z werwą i fantazją. Słuchałam z przyjemnością!


Tłum otaczał mnie ze wszystkich stron, ale miałam czas na refleksję. Doszłam do wniosku, że kocham jazz za to, że ... jest taki głęboki, nieprzewidywalny, wielowarstwowy, nieoczywisty, jakby naszkicowany tylko.... a resztę trzeba dopowiedzieć sobie samemu! Taka Sztuka Przenikania!

Włócząc się potem wąskimi, mało uczęszczanymi uliczkami, doszliśmy do Rynku Nowego Miasta.  A tam rarytas - Festiwal "Sztuka Ulicy". Ludzie pełni fantazji tworzą teatr wprost w przestrzeni miejskiej! Przebierają się, chodzą na szczudłach, udają marionetki - czasem marionetki udają ludzi. Podeszliśmy zaciekawieni, w trakcie przestawienia. Kiedy zobaczyliśmy kilku mężczyzn w czerni szykujących się do kolejnej prezentacji, rozkładających ogromnych rozmiarów postacie... postanowiliśmy zostać i obejrzeć.


Kolorowe tkaniny powiewały w ruchu, wielkie głowy uformowane z mas plastycznych zaczęły żyć i przekazywać treść! Jeden człowiek trzymał korpus, a dwóch innych wprawiało w ruch ręce - każdy po jednej! Nie była to lekka praca! Zachwyciłam się! Mnóstwo obrazów przewinęło się przed moimi oczami - walka dwóch smoków czarnego i białego! Wspaniałe inspiracje, aż chciałoby się namalować te zapamiętane obrazy!


Aż chciałoby się założyć uliczny teatr...

piątek, 4 lipca 2014

Paczka do Krosna

Wczoraj wysłałam prace do Krosna. Oto dowód: Ala z paczką.


Pierwsze lśnienie poczułam, kiedy otrzymałam zaproszenie do udziału w 8 Biennale Tkaniny Artystycznej w Krośnie. Potem trochę dumania, zastanawiania się, szkicowania, gestykulowania - ruchami rąk oddaję ideę tłumacząc my_husband jak to mogłoby wyglądać. 
Następna faza: farbowanie, mieszanie w garnku, połów i suszenie!
Kolejna: szycie, szukanie najlepszych form, kolorów i linii.


Była też faza konstruowania poprzez klejenie:


W paczce, którą widzicie na pierwszym zdjęciu niosę do punktu przesyłek kurierskich dwie prace:
"Przepływ myśli"


oraz "Welon Matki Natury"


Jak tylko paczka dojdzie złapię oddech spokoju.

czwartek, 3 lipca 2014

Zakupy

Przychodzi taki moment, w którym zaczyna się urlop. 
Początkowo wydaje mi  się zawsze, że będzie dużo czasu. 
A jak zaczynam planować to martwię się, czy z wszystkim zdążę?
A miało nie być tej gonitwy i nerwów, obecnych w codziennej pracy....
Wybrałam się na zakupy!
Moim największym planem wakacyjnym oprócz zwiedzania nowych miejsc jest... pójście w plener i malowanie tam!
Tak jak to robił van Gogh albo Monet, tak jak chodziliśmy w liceum plastycznym i na studiach!
Chcę do tego wrócić!
Zakupiłam w tym celu lekką sztalugę aluminiową plenerową właśnie! Miałam kiedyś drewnianą, ale dosyć kłopotliwa była. Ta nowa wyposażona jest nawet w mały zgrabny pokrowiec! I będzie mi służyć również w plenerze "balkonowym" :)


Kupiłam też kilka farb, których mi brakowało w zasobach, gruby pędzel, kilka podobrazi malarskich, grunt do surowego płótna. Kiedyś kupowałam osobno płótno i drewniane krosna. Łączyłam krosna ze sobą, naciągałam płótno używając do tego małych gwoździków lub zszywek, a potem gruntowałam powierzchnię. Wiecie, że to gruntowanie to wielka przyjemność była!!!


Wczoraj zdjęłam jakieś nieudane płótno z krosien i naciągnęłam nowe. Gruntowałam! Jak na studiach! Super!!! Szpachlą, zamaszyście wypełniając dokładnie dziurki między włóknami!
Wśród zakupów jest jeszcze coś, czego nie wymieniłam.... gazetka z wykrojami!!! Chciałabym, żeby moje wykształcenie artystyczne mocno przeniknęło się z pasją szycia...
Mam plan!

środa, 2 lipca 2014

Na ludowo

Lubię wszelkie inspiracje strojami ludowymi. Nie "kopiowanie", a inspirowanie. Podobają mi się hafty, bogate koralikowe zdobienia, kolory!
Kupiłam czarny len, zrobiłam próbki haftu, zasiadłam do szycia spódnicy na karczku, z dodatkowym klinem z przodu, z czerwonymi wypustkami w szwach (co łatwe nie było).
Udało się! Spódnica przeszła chrzest bojowy, ktoś coś zauważył, ktoś coś skomentował, ktoś nie uwierzył, że spódnicę uszyłam (własnymi rączkami), ktoś wyczuł klimat Bałkanów!! Lubię to!



Jeszcze dostałam od Kasi i Joli książkę o strojach ludowych, a tam tyle inspiracji, fachowego nazewnictwa... wszystko to można przekuć, czy raczej przeszyć na .... nowoczesność!
Dzięki, dziewczyny!