poniedziałek, 2 maja 2016

W drodze...

Lubię wyznaczać sobie cele, ale i sama droga do celu potrafi świetnie smakować... jak dobra kawa na rynku w Sandomierzu. Ale zanim kawa i rynek... jest droga. Długa droga. Wspaniała. Różnorodna. Zaskakująca. Wywołująca uśmiech na twarzy, czasem lekkie zaskoczenie...
Lubię podróżować. 
Nieśpiesznie, spontanicznie skręcić tuż za drogowskazem, piąć się pod górę, wziąć ostro zakręt, czasem przystanąć i popatrzeć, zrobić zdjęcie, zapamiętać, porównać do innego podobnego w klimacie miejsca. 
Zajmują mnie nazwy miejscowości, śmieszne lub kojarzące się z innymi, bliskimi. Zadbane i obsiane pola, pasące się zwierzęta, ogromne ciągniki ze względu na mój lekki pociąg do maszyn również potrafię docenić. Samotny człowiek w polu mnie wzrusza i kobieta w czerwonej spódnicy strojąca sztucznymi kwiatami przydrożny krzyż. Stary zakład krawiectwa ciężkiego w drewnianym domu, którego świetność dawno minęła - zestawiony po sąsiedzku ze sklepem z bielizną w krzykliwych kolorach. Napisy w dziwnie brzmiących układach, stare reklamy lub przypadkowe rymy. Świeża zieleń lasu. Wisła w milionach odcieni - od asfaltowego po złoty róż o zachodzie słońca. Z daleka widoczne zabytki, warowne mury, zarysy miasta...
Wszystko to jest kwiatem w moim ogrodzie przeżyć. 




 

2 komentarze: