wtorek, 19 lipca 2016

Spokój wód

Wakacje to czas relaksu i spokoju! Czy na pewno?
Poranne wahania - jechać, nie jechać. Nerwowe grzebanie w telefonie i sprawdzanie pogody gdzieś tam, w efektownym miejscu. Podjęcie nagłej i niespodziewanej decyzji. Zerwanie się na równe nogi. Wyjmowanie walizek i plecaków, napełnianie ich po brzegi, po pas, po szyję. Zbieranie drobiazgów, rzeczy przydatnych, nieodzownych i koniecznych. Dorzucenie jeszcze kilku "jakbyco" oraz "nawszelkiwypadek". Trochę tekstów do poduszki, chociaż jedna pozycja w myśl zasady "na urlopie się uczę". Jeszcze obiektywy do aparatu w telefonie, "trzecia ręka", lustrzanka, GPS. Dobra, laptopa nie biorę! 
Potem podróż z przystankami na nowe ekscytacje. Szybkie zwiedzanie zapyziałych mieścinek, bo przed nami jeszcze taki kawał drogi. Zachwycanie się tym, co małomiasteczkowe, tym co natura dała - piękne wysokie lasy, chmury kłębiące się nad głową, nad samochodem, nad ulicą. Pada!
A potem w Mrągowie już leje! Ulewa taka, że parasol przecieka, kapie mi wprost na moje ramię. Zziębnięte ramię ubrane tylko w koszulkę z krótkim rękawem. Ale to deszcz w Mrągowie. Inny, wakacyjny, nowy! Potem szybkie wybieranie noclegu, bo przecież namiot w bagażniku to jeden z tych przedmiotów, który stał się tym niekoniecznym, nieprzydatnym. Wszelki przypadek, deszczyk, wilgoć wszelka.... Telefon jeden, potem drugi, jazda według GPS, wyciąganie tobołków przy już ładniejszym niebie, jeszcze tylko kapie gdzieniegdzie... kap kap, a wieczór robi się pogodny....    
Z okien już widzę jezioro Czos, czos, cos, ... coś jakby piękne....
Szybkie odświeżanie po podróży. Po mokrych trawach na skróty ku wodzie. Po żwirkach, trzeszczących piaskach, za zbyt wolno idącymi turystami, a ja się spieszę. Bardzo, bardzo! 
Bo mnie urzekło coś, to coś.... jezioro Czos...... 
Ten spokój wód.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz