środa, 24 sierpnia 2016

Pracownia BALCONY

Maluję dużo i intensywnie, a pomysłów przybywa i przybywa.... Nie dziwcie się! Góry i dwa razy Mazury to przedsionki raju!
Najprzyjemniej maluje mi się w pracowni balkonowej. Myślałam nawet, że powinnam ją nazwać BALCONY! Bo brzmi przyjemnie, napisana dobrze wygląda, a zrozumiała jest dla całego świata...
Duża przestrzeń, zadaszenie (które pozwala malować nawet w deszczowe dni), świeże powietrze (jak na warszawskie standardy), winogron (świetnie maskuje przed wzrokiem ciekawskich).
Idealnie byłoby malować w plenerze! Nie zawsze jest to możliwe, a z weną się nie walczy! 
A to dzieła, które schną przed położeniem kolejnej warstwy farb.
Uchylam rąbka tajemnicy. W październiku WYSTAWA!!!
P.S.
Maluję na balkonie, czyli w pracowni BALCONY. Naprzeciwko sąsiadka również ma balkon, a nawet dwa ...balkony :) Pani w średnim wieku w towarzystwie psa siedzi skupiona przy stoliku i coś robi. Odrywam się na chwilę od mieszania farb i podglądam przez liście winnych gron. Chronią mnie przed wzrokiem ciekawskich... ale i ja trochę ciekawska być mogę dzięki nim. Na stoliku u sąsiadki kartka papieru, może notesik, może bloczek i jakieś kolorowe kostki. Ona maluje!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Mam konkurencję? Nie, nie odbieram tego tak. Cieszę się, że ktoś obok też ma chęć bawić się kolorem, twórczą pracą. Jeszcze raz spoglądam przez gęstwinę liści i owoców winogrona. Sąsiadka dalej skupiona, pociąga pędzelkiem, nosi na nim jakiś ostry odcień oranżu. Sąsiadka maluje..... PAZNOKCIE!!!

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz