wtorek, 8 listopada 2016

Koji Kamoji w Warszawie

Wczoraj w deszczu ulicą Mazowiecką, mokrą i oświetloną, zwielokrotnioną przez odbijające się światła  - doszłam do celu. Najpierw były to zakupy branżowe (pędzle, taśmy i ramy). Potem się zmieniło i celem stała się wystawa w Domu Artysty Plastyka (w skrócie DAP). Mogłam wreszcie przeżyć dzieła japońskiego artysty. Tyle o nim czytałam, słyszałam i .... wreszcie poznaliśmy się!
Mimo, że mistrz Koji Kamoji nie był obecny, ja weszłam w kontakt z jego obrazami, a one przemówiły do mnie, mocno, wyraźnie, choć niewiele użyły słów. 
Białe ściany, białe obrazy, przestrzeń wypełniona ciszą aż po brzegi i ja. Spokój.
A za oknem zupełnie w kontraście pozostała ciemna przestrzeń jesiennego popołudnia, ruch, wymowna czerń pochłaniająca wszystko.
Poczułam i to, i to....

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz