piątek, 9 czerwca 2017

Planeta barw


Moja paleta narosła strukturą farb. Ma nierówną powierzchnię niczym jakaś .... planeta. To mój świat! Otaczam się nim. Czasem odlatuję... zupełnie jak odlatuje się w kosmos. W prawdziwy nigdy nie odleciałam. Ale czy mój własny kosmos nie jest prawdziwy? 
Żyję na planecie Ziemia. 
Ale chowam się w moim małym świecie.
To moja planeta barw.

niedziela, 30 kwietnia 2017

Wielki Teatr Inspiracji

Bardzo lubię plac Teatralny w Warszawie, jego architekturę, przestrzeń i klimat. A tu nagle ... okazja, aby zobaczyć wszystko od podszewki - wnętrza Teatru Wielkiego. Wszystko to, co oglądają i czego nie oglądają widzowie! Na propozycję Beaty odpowiedziałam twierdząco i o umówionej godzinie stawiłam się przed gmachem. Klucząc po piętrach, jadąc windą, zwiedzając wszystko od dołu do góry i z góry do dołu poczułam ogrom tej budowli!  Ale też ogrom pracy, jaką trzeba włożyć w stworzenie spektaklu! Ogromna scena z kieszeniami, czarna podłoga z białymi oznaczeniami. Już poczułam inny świat! Konkretne strzałki i linie dla mnie były artystyczną kompozycją płaską! W takim miejscu ustawiłam moją towarzyszkę...

Pracownia malarska, farbiarnia, pracownia krawiecka i modelarnia - serce zabiło mi mocniej! Połączenie wszelkich plastycznych zdolności i umiejętności ludzkich w zaprzęgu kwadrygi w szalonym pędzie ku Wielkiej Sztuce! Taaaak! 
Pewnie idealizuję, ale tak mam względem nowych miejsc i osób! Prawdziwa świątynia sztuki! Bardzo inspirująca wizyta, nie tylko ze względu na różnorodność wystawianych sztuk i ich treści, ale i samego obszernego pojęcia, jakim jest teatr. Z ciężkimi tkaninami, schodami, przestrzenią pełną luster, widownią pełną wygodnych foteli. Wymyślne dekoracje i ... stroje! 
I tu obiecana przez Beatę niespodzianka! Byłam w magazynie strojów! Dokładnie tak jak opowiadała Beata - jest to dłuuuuuuugi korytarz, w oddali małe światełko i przez całą tą długość stroje, stroje, stroje! Z piórami, kapeluszami, epoletami, etolami, trenami, koronkami, kwiatami, cekinami, perłami.... Tu moje serce i umysł oszalały z nadmiaru bodźców! Stroje były ułożone według przedstawień, w których grały swoje role. Wszystko było opisane - jaki spektakl i kiedy grany... To był raj! Wciąż zostaję pod wrażeniem tego miejsca! Ja wręcz za nim tęsknię! Za tym bogactwem tkanin, różnorodnością stylu, pomysłowością wykonania. To dla mnie Wielka Inspiracja! Szczególnie, że kocham tkaniny od zawsze!
W tym miejscu serdecznie dziękuję Ci, Beato, że zabrałaś mnie do Teatru Wielkiego. Otworzyłaś drzwi z napisem "teatr" do nowych obszarów w mojej wyobraźni. Kręte schody prowadzą mnie i wciąż zaskakują w labiryncie możliwości!
Bardzo mi się tu podoba! 
Na pewno odnajdziesz w moich pracach teatralne inspiracje!

sobota, 29 kwietnia 2017

Deszcz w stolicy... Stolica w deszczu...

Kwiecień naprawdę przeplata... Chodziłam już w cienkiej kurtce, w palącym słońcu wiosennym, widziałam śniegi białe i zamiecie, teraz... deszcz. Woda, której nadmiar spada wciąż i pada na głowę, na nos, ...na parasol! Kapie na samochody, budynki, chodniki, rzeźby w parku i świeże liście na drzewie. Moczy ławki, dachy, chlapie okna i przechodniów wodą wprost z kałuży. Przenika dogłębnie nieprzyjemną wilgocią...
Czy są jakieś pozytywne strony deszczu?
Są! Trudno to powiedzieć  na myśl o przemoczonych butach, dreszczu na ciele, marznących rękach! Ale podniosę głowę i z dumą wyznam, że są pozytywy w całej tej mokrej sprawie! I ja je zauważyłam, chciałam dostrzec, co lepsze - szukałam tych stron, chodząc uliczkami Starego Miasta, rozglądając się wkoło, chłonąc klimat, potykając się na śliskich kocich łbach.
Kolory lekko gasną, stają się ciemniejsze jeśli namakają wodą. Horyzont znika w zasobach miliona kropel. A chodniki pięknieją! Bruki miejskie wręcz oszlifowane i umyte deszczówką wspaniale błyszczą! I choćby ktoś patrzył tylko pod nogi to zobaczy... niebo!
A wieczorową porą przez zapłakane deszczem szyby można zobaczyć malarskie widoki! Obraz wprost jak z galerii impresjonizmu. Świat zbudowany z plamek, bez dbałości o szczegóły pokazuje klimat miejsca i światło! I jak nie lubić deszczu?

piątek, 28 kwietnia 2017

Notatki z przestrzeni

"Notatki z przestrzeni" to tytuł wystawy rzeźb Jerzego Jarnuszkiewicza w warszawskiej Zachęcie. Nic nie wiedziałam o rzeźbiarzu Jarnuszkiewiczu, kiedy wchodziłam w progi Zachęty. Oglądając kolejne wystawy nagle znalazłam się w dużej, wysokiej sali i zaniemówiłam.... z zachwytu! Ta wielość rzeźb, różnorodność, prostota, a zarazem pomysłowość! Konstrukcja, a więc i architektura w strukturze... to do mnie przemówiło! 
Materiał również nie pozostał mi obojętny. W warsztacie, który prowadzi mój Tata wciąż spotykam blachy, kątowniki, metale, rurki, a także sposoby łączenia typu - spaw! Od dawna zachwycam się częściami koparki albo dziwną śrubą wywołując uśmiech na twarzach fachowców, dla których ten przedmiot ma konkretną funkcję i nic z artyzmu!
Tutaj odnalazłam ten świat! Chodziłam oczarowana! Bo te rzeźby nie pozostały nieme! Na każdy mój ruch - pytanie, one odpowiadały ruchem, zmianą formy, innym profilem. Cienka linia zmieniała się w dużą czarną okrągłą płaszczyznę! Przecinające się linie tworzyły animację rytmów! Obiekty wciągały mnie do swej gry, kusiły, nie pozwalały wyjść!
To było prawdziwe bogactwo form w jednej sali! 
Cieszyłam się, że i ja mogłam wpisać się w te notatki z przestrzeni. Ja jako forma. 


 

czwartek, 27 kwietnia 2017

Czas pustyni

Przychodzi taki czas, kiedy nawet najbardziej kreatywny umysł zmęczony jest bieganiną myśli, natłokiem pomysłów, tłumem niezrealizowanych wizji... stadem planów, w szalonym pędzie, których nie da się pogodzić, ale nie da się też zatrzymać... 
Wtedy zatrzymuje się umysł, zatrzymuje się czas i trwa... 
Biegnie do przodu w poetyckim zamyśleniu, trochę w oczekiwaniu na lepsze, na bardziej zielone, na bardziej słoneczne... taki trochę stracony czas? A może właśnie zyskany!
A ręce łapią się różnych zajęć, tych bardziej wzniosłych, tych bardzo przyziemnych, szukają znaczeń i sensu, trzy razy otwierają tę samą szufladę, szukają znaczeń i sensu... 
Bieganina, natłok, tłum i stado.... w końcu przebiegają, opada pył i kurz. Ukazuje się tylko to, co na horyzoncie w oddali. Z dużego dystansu można zobaczyć kształt rzeczy, znaczenie i sens...
Jestem, a jakby mnie nie było...
Jestem.

sobota, 25 marca 2017

Życie. Instrukcja

Tak już jest, że wciąż w życiu szukamy instrukcji. Szuka się, walczy i chce stabilizacji... a kiedy ta po wielkich trudach się pojawia, po jakimś czasie przetwarza rzeczywistość w nudną, regularną, przewidywalną rutynę. Takie życie staje się zaprzeczeniem myśli twórczej, co ulotną jest i w żadnych formach nie chce być zamknięta. Jak to pogodzić?
Szukać instrukcji! 
Może dlatego tak dobrze poczułam się w galerii Zachęta na wystawie o tytule "Życie. Instrukcja". Kiedy rzeczywistość staje się zwykła, a nawet staje się jej zaprzeczeniem, jednak nie w stronę nie-zwykłości... Kiedy labirynt życia staje się coraz bardziej skomplikowany i ciasny, a ściany przepisów, praw i ograniczeń rosną w szybkim tempie, pozostaje jedyny azyl - dla mnie sztuka.
Wystawa "Życie. Instrukcja" to zbór prac wielu artystów. Powstała z inspiracji twórczością francuskiego pisarza, eseisty i filmowca - Georges'a Pereca. Wielowątkowość myśli, różnorodność technik - fotografia, animacja, kolaż z filmów, instalacja, malarstwo, książki i zabawa słowem. To jest to, czego Sztuka Przenikania potrzebuje! Wszystko mnie cieszy z osobna, a razem wygląda znajomo!!! Tak wyglądają moje myśli. Tyle mam w głowie. Przecież to ja wciąż szukam instrukcji, jak z nadmiaru przenikających się pomysłów wyróżnić tylko kilka? Najciekawszych! Których? A dlaczego ... akurat tych?

niedziela, 5 marca 2017

ASP Kraków

Wyjazd do Krakowa to zawsze dobry pomysł. Wiąże się miasto nitkami wspomnień. Chce się wracać, odkrywać na nowo, patrzeć na zmiany... A pamięć czasem płata figle, zawodzi, myli ulice, prowadzi po omacku, czasem gubi...
Ale w Krakowie zgubić się to jak odnaleźć na nowo! Wciąż odnajduję fascynujące przestrzenie.
Postanowiłam odwiedzić macierzystą uczelnię. Sentyment mam! Te same drzwi, bardzo wysokie i ciężkie, schody, przeszklenia i przestrzeń ta sama... a dalej... raj! Akademia Sztuk Pięknych. Mocno rozbudowana, unowocześniona, z salami wystawowymi, z salami wykładowymi, aulą. Pięknie łączy - stare z nowym. Jest jakaś granica nienaruszalna. Budynki przyklejone do siebie, odmienne w charakterze, nie przenikają! Dzięki temu moje wspomnienia, w których czekam na wykład z teorii sztuki na pierwszym piętrze od razu potrafią się umiejscowić i spocząć. Zostają nakarmione, a ciekawość zaspokojona.
Bardzo cenię sobie wydawnictwo "Wiadomości ASP", które odkryłam mieszkając w stolicy. Kupuję każdy numer i chłonę! Czytam teksty moich wykładowców, oglądam zdjęcia prac studentów, bywam duchowo ... To bardzo motywuje do pracy artystycznej! Lubię wracać po to, żeby przypomnieć sobie kim jestem i dokąd zmierzam...

sobota, 25 lutego 2017

Insta

Sztuka Przenikania istnieje na Instagramie, jako @sztukaprzenikania.
To ciekawe doświadczenie. Ciach fotka i już jest na insta! Pod wpływem chwili, impulsu można pokazać światu trochę swojego małego światka. Gdzie jestem, co mnie wzruszyło, rozśmieszyło, zainspirowało, co maluję, czym maluję, co czytam, czy mam ciastko do kawy, czy pejzaż miejski, wiejski, słoneczny czy po prostu.... ten z tych najcięższych... poniedziałkowy.
Można też w drugą stronę - zajrzeć do pracowni kreatorów mody, obejrzeć co najnowszego w architekturze wnętrz, co inspiruje znajomych i jakie piękne rzeczy można zrobić np. na szydełku lub z talerzy - biżuterię!
Dodałam w prawym górnym rogu mały podgląd ostatnich 9 zdjęć z mojego Instagrama. Po kliknięciu można obejrzeć w większym rozmiarze.
Jakoś mnie to cieszy :) I dlatego się tym dzielę w tym ważnym dla mnie miejscu.

czwartek, 23 lutego 2017

Malowane miasto


Czasem maluję moje miasto... 
Moje? A które z miast jest moje? Bardziej moje? To wszystkie te miasta, w których czuję się dobrze, mam wspomnienia, lubię do nich wracać. Jest Częstochowa, Kraków, Łódź, Warszawa... ale przecież radość sprawia mi wizyta w Sandomierzu i w Toruniu... Ciepło myślę o poznanych w minionym roku miastach - Mrągowo i Ryn! Zatem nie zamykam listy moich miast. Zajmijmy się pierwszym miastem na mapie mojego życia, a więc jest.... Częstochowa.
Tu się urodziłam. Plastycznie mnie wykształciło Liceum Plastyczne im. Jacka Malczewskiego. Lubiłam chodzić do szkoły właśnie Alejami, bo przestrzeń, bo widoki, bo centrum miasta. Babeczki z budyniem i kawa na Rynku Wieluńskim! Bazarek tuż przy torach - pełen kolorów i zapachu kwaszonej kapusty. Wizyty w kinie i działalność kulturalna Gaude Mater. Mój obraz na wystawie. Ręce do łokci w porcelicie, szkliwienie, wspólne wypady, studniówka, stres okołodyplomowy. Ceramiczne obrazy. A potem dalej i dalej... Kraków.
I namalowałam moje miasto. Jedno z moich miast. Na kubkach i filiżankach umieściłam widoki w różnych barwach i nastrojach lub same tylko zabawne litery... Wszystkie te dzieła mieszkają w Częstochowie. Przynajmniej na razie. Sklepik Informacji Turystycznej w III Alei.

wtorek, 31 stycznia 2017

Aero

Długo dojrzewałam do tej decyzji. Pomysł pojawił się kilka miesięcy temu w głowie mojego brata! Nie wiadomo było czy mnie to wciągnie, zachęci i pochłonie. Ale malowane kaski, motocykle, bidony i koszulki bardzo mi się spodobały. Z nowym rokiem zmotywowałam się  i postanowiłam dźwignąć nową technikę, której nie znam, a która daje duże możliwości kreacji. Lubię się uczyć nowych rzeczy, choć jest to związane z wieloma porażkami i dochodzeniem do wszystkiego po wielokrotnych próbach. Samozaparcia musi być bardzo dużo! Ale potem jaka satysfakcja! Kupiłam!
Oto moje nowe narzędzie pracy - AEROGRAF. 
Jest to takie "pióro" z pojemniczkiem na farbę, podłączone do .... smoka, żartowałam - do kompresora! Sprężone powietrze wypycha farbę w postaci mgiełki i w ten sposób, posługując się wprawną ręką, czasem szablonem, a zawsze wyobraźnią - można tworzyć cuda! Podczas pierwszej próby sprzęt trzy razy musiałam czyścić, bo powietrze owszem wylatywało, ale bez farby! Przyczyna nieznana (przynajmniej na razie). Tak więc... w pracowni przybywa sprzętu. Kompresor jest wielkości maszyny do szycia i pewnie pojawi się kiedyś w kadrze. 
Tymczasem prezentuję pierwszą próbę użycia aerografu!
 

piątek, 20 stycznia 2017

Ewa

Ostatnio, idąc do pracy postanowiłam wpaść na chwilę do Ewy. Ona prawie zawsze jest w domu, a ja miałam po drodze. Znamy się od kilku lat. Jest młoda, choć niektórzy sugerują, że nie tak bardzo. Jest stuletnią, przepraszam..... stuprocentową kobietą! Jak każda z nas, staje przed wypełnioną po brzegi szafą i mówi, że nie ma się w co ubrać. Jednak nie narzeka z tego powodu. Przechodzi ponad tym, czy bez tego....czy to lato czy zima.... Cała Ewka!
Jest niepoprawną marzycielką - i to w niej lubię najbardziej. O marzeniach może mówić godzinami, półsiedząc czy leżąc w niedbałej pozie na kanapie. Nie skupia się na tym, czego nie udało się osiągnąć, wciąż myśli o tym, co w przyszłości, co jutro, za godzinę.... Chwilę obecną zamienia w historię.  
Adama nigdy nie ma w domu...


Edward Wittig "Ewa" (Park Ujazdowski w Warszawie)
 

niedziela, 8 stycznia 2017

Druty i oczka...

Sztuka przenikania ma szerokie spektrum działania. Czasem mam wrażenie, że zdecydowanie zbyt szerokie w stosunku do czasu, którym dysponuję! Trudno! Jakoś to trzeba pogodzić... ja nawet szukam takiej dziedziny sztuki użytkowej, żeby wszystkie umiejętności można było łączyć i mieć z tego radość! I inni też! :) Skrada się jakiś pomysł nawet, ale jest dosyć nieśmiały i jakiś taki oczekujący aprobaty otoczenia - o to nie jest łatwo! Pomysły są, a nawet dwa! Ciiiichoooo-sza! O tym będzie innym razem!
Dziś o drutach i oczkach! Co ja mogę zrobić, że szydełko jest dla mnie bliskie, hafty igłą, nawet te cieniowane, szycie na maszynie.... no i druty! Przygoda z drutami zaczęła się w liceum. Nauczyła mnie mama - tak jak tych pozostałych czynności szyciowo-dzierganych. Trwała długo - na studiach z Anią wieczorami gadałyśmy i robiłyśmy setki oczek! Potem dłuższa przerwa, ale..... to jak z jazdą na rowerze! Po prostu się pamięta!
W obliczu zbliżającej się zimy i brak odpowiedniej czapki w sklepach, wyciągnęłam dwa motki szarej włóczki od Kasi i zrobiłam! Czapkę w warkocze i do tego ... mietenki! I jest mi ciepło i przyjemnie chodzić w takim "hand made" dziele! I co lepsze..... Czarny motek już chudnie, bo zamienia się w czapkę (kolejną). A dwa inne cieniowane, bardzo malarskie też czekają na swoją transformację! Zima napędza do działania!!! Brrrr......


 

sobota, 7 stycznia 2017

Skojarzenia zeszłoroczne...

Lubię zabawę w skojarzenia! Szybką grę słów, która często bywa zabawna, ale i ... daje do myślenia. Jakie macie skojarzenia z minionym rokiem? 
Kiedy mam tak na szybko wymienić słowa-klucze związane z rokiem 2016 to na pewno:
malarstwo, wernisaż, pracownia BALCONY, zapach farb, paleta pełna barw, pośpiech, stres przedwernisażowy, dużo malowania, rozcieranie farb, biennale tkaniny, farbowanie lnu w garnku, konkursy, szkice, koncepcje, projekty, wystawy inspirujące, zaskakujące, proste w odbiorze, skomplikowane i bogate, Mazury razy dwa, Mrągowo, Giżycko, Ryn, Mikołajki, żagle, nowe wrażenia, Śniardwy, śpiew podmostowy, bujanie na całego, chodzenie po niebie, zwijanie lin, węzły żeglarskie, milion inspiracji, słońce, góry, Niedzica, Szczawnica, wijące się drogi, Kraków, wspomnienia, Łódź, Yamaha, wyjazdy motocyklowe, szycie i prucie, Czarnolas, Sandomierz, Tokarnia, kawa w dobrym towarzystwie, rozmowy o sztuce, o przyszłości, mnóstwo planów, postanowień, realizacja w toku...
A Wasze skojarzenia?