niedziela, 30 kwietnia 2017

Wielki Teatr Inspiracji

Bardzo lubię plac Teatralny w Warszawie, jego architekturę, przestrzeń i klimat. A tu nagle ... okazja, aby zobaczyć wszystko od podszewki - wnętrza Teatru Wielkiego. Wszystko to, co oglądają i czego nie oglądają widzowie! Na propozycję Beaty odpowiedziałam twierdząco i o umówionej godzinie stawiłam się przed gmachem. Klucząc po piętrach, jadąc windą, zwiedzając wszystko od dołu do góry i z góry do dołu poczułam ogrom tej budowli!  Ale też ogrom pracy, jaką trzeba włożyć w stworzenie spektaklu! Ogromna scena z kieszeniami, czarna podłoga z białymi oznaczeniami. Już poczułam inny świat! Konkretne strzałki i linie dla mnie były artystyczną kompozycją płaską! W takim miejscu ustawiłam moją towarzyszkę...

Pracownia malarska, farbiarnia, pracownia krawiecka i modelarnia - serce zabiło mi mocniej! Połączenie wszelkich plastycznych zdolności i umiejętności ludzkich w zaprzęgu kwadrygi w szalonym pędzie ku Wielkiej Sztuce! Taaaak! 
Pewnie idealizuję, ale tak mam względem nowych miejsc i osób! Prawdziwa świątynia sztuki! Bardzo inspirująca wizyta, nie tylko ze względu na różnorodność wystawianych sztuk i ich treści, ale i samego obszernego pojęcia, jakim jest teatr. Z ciężkimi tkaninami, schodami, przestrzenią pełną luster, widownią pełną wygodnych foteli. Wymyślne dekoracje i ... stroje! 
I tu obiecana przez Beatę niespodzianka! Byłam w magazynie strojów! Dokładnie tak jak opowiadała Beata - jest to dłuuuuuuugi korytarz, w oddali małe światełko i przez całą tą długość stroje, stroje, stroje! Z piórami, kapeluszami, epoletami, etolami, trenami, koronkami, kwiatami, cekinami, perłami.... Tu moje serce i umysł oszalały z nadmiaru bodźców! Stroje były ułożone według przedstawień, w których grały swoje role. Wszystko było opisane - jaki spektakl i kiedy grany... To był raj! Wciąż zostaję pod wrażeniem tego miejsca! Ja wręcz za nim tęsknię! Za tym bogactwem tkanin, różnorodnością stylu, pomysłowością wykonania. To dla mnie Wielka Inspiracja! Szczególnie, że kocham tkaniny od zawsze!
W tym miejscu serdecznie dziękuję Ci, Beato, że zabrałaś mnie do Teatru Wielkiego. Otworzyłaś drzwi z napisem "teatr" do nowych obszarów w mojej wyobraźni. Kręte schody prowadzą mnie i wciąż zaskakują w labiryncie możliwości!
Bardzo mi się tu podoba! 
Na pewno odnajdziesz w moich pracach teatralne inspiracje!

sobota, 29 kwietnia 2017

Deszcz w stolicy... Stolica w deszczu...

Kwiecień naprawdę przeplata... Chodziłam już w cienkiej kurtce, w palącym słońcu wiosennym, widziałam śniegi białe i zamiecie, teraz... deszcz. Woda, której nadmiar spada wciąż i pada na głowę, na nos, ...na parasol! Kapie na samochody, budynki, chodniki, rzeźby w parku i świeże liście na drzewie. Moczy ławki, dachy, chlapie okna i przechodniów wodą wprost z kałuży. Przenika dogłębnie nieprzyjemną wilgocią...
Czy są jakieś pozytywne strony deszczu?
Są! Trudno to powiedzieć  na myśl o przemoczonych butach, dreszczu na ciele, marznących rękach! Ale podniosę głowę i z dumą wyznam, że są pozytywy w całej tej mokrej sprawie! I ja je zauważyłam, chciałam dostrzec, co lepsze - szukałam tych stron, chodząc uliczkami Starego Miasta, rozglądając się wkoło, chłonąc klimat, potykając się na śliskich kocich łbach.
Kolory lekko gasną, stają się ciemniejsze jeśli namakają wodą. Horyzont znika w zasobach miliona kropel. A chodniki pięknieją! Bruki miejskie wręcz oszlifowane i umyte deszczówką wspaniale błyszczą! I choćby ktoś patrzył tylko pod nogi to zobaczy... niebo!
A wieczorową porą przez zapłakane deszczem szyby można zobaczyć malarskie widoki! Obraz wprost jak z galerii impresjonizmu. Świat zbudowany z plamek, bez dbałości o szczegóły pokazuje klimat miejsca i światło! I jak nie lubić deszczu?

piątek, 28 kwietnia 2017

Notatki z przestrzeni

"Notatki z przestrzeni" to tytuł wystawy rzeźb Jerzego Jarnuszkiewicza w warszawskiej Zachęcie. Nic nie wiedziałam o rzeźbiarzu Jarnuszkiewiczu, kiedy wchodziłam w progi Zachęty. Oglądając kolejne wystawy nagle znalazłam się w dużej, wysokiej sali i zaniemówiłam.... z zachwytu! Ta wielość rzeźb, różnorodność, prostota, a zarazem pomysłowość! Konstrukcja, a więc i architektura w strukturze... to do mnie przemówiło! 
Materiał również nie pozostał mi obojętny. W warsztacie, który prowadzi mój Tata wciąż spotykam blachy, kątowniki, metale, rurki, a także sposoby łączenia typu - spaw! Od dawna zachwycam się częściami koparki albo dziwną śrubą wywołując uśmiech na twarzach fachowców, dla których ten przedmiot ma konkretną funkcję i nic z artyzmu!
Tutaj odnalazłam ten świat! Chodziłam oczarowana! Bo te rzeźby nie pozostały nieme! Na każdy mój ruch - pytanie, one odpowiadały ruchem, zmianą formy, innym profilem. Cienka linia zmieniała się w dużą czarną okrągłą płaszczyznę! Przecinające się linie tworzyły animację rytmów! Obiekty wciągały mnie do swej gry, kusiły, nie pozwalały wyjść!
To było prawdziwe bogactwo form w jednej sali! 
Cieszyłam się, że i ja mogłam wpisać się w te notatki z przestrzeni. Ja jako forma. 


 

czwartek, 27 kwietnia 2017

Czas pustyni

Przychodzi taki czas, kiedy nawet najbardziej kreatywny umysł zmęczony jest bieganiną myśli, natłokiem pomysłów, tłumem niezrealizowanych wizji... stadem planów, w szalonym pędzie, których nie da się pogodzić, ale nie da się też zatrzymać... 
Wtedy zatrzymuje się umysł, zatrzymuje się czas i trwa... 
Biegnie do przodu w poetyckim zamyśleniu, trochę w oczekiwaniu na lepsze, na bardziej zielone, na bardziej słoneczne... taki trochę stracony czas? A może właśnie zyskany!
A ręce łapią się różnych zajęć, tych bardziej wzniosłych, tych bardzo przyziemnych, szukają znaczeń i sensu, trzy razy otwierają tę samą szufladę, szukają znaczeń i sensu... 
Bieganina, natłok, tłum i stado.... w końcu przebiegają, opada pył i kurz. Ukazuje się tylko to, co na horyzoncie w oddali. Z dużego dystansu można zobaczyć kształt rzeczy, znaczenie i sens...
Jestem, a jakby mnie nie było...
Jestem.