sobota, 29 kwietnia 2017

Deszcz w stolicy... Stolica w deszczu...

Kwiecień naprawdę przeplata... Chodziłam już w cienkiej kurtce, w palącym słońcu wiosennym, widziałam śniegi białe i zamiecie, teraz... deszcz. Woda, której nadmiar spada wciąż i pada na głowę, na nos, ...na parasol! Kapie na samochody, budynki, chodniki, rzeźby w parku i świeże liście na drzewie. Moczy ławki, dachy, chlapie okna i przechodniów wodą wprost z kałuży. Przenika dogłębnie nieprzyjemną wilgocią...
Czy są jakieś pozytywne strony deszczu?
Są! Trudno to powiedzieć  na myśl o przemoczonych butach, dreszczu na ciele, marznących rękach! Ale podniosę głowę i z dumą wyznam, że są pozytywy w całej tej mokrej sprawie! I ja je zauważyłam, chciałam dostrzec, co lepsze - szukałam tych stron, chodząc uliczkami Starego Miasta, rozglądając się wkoło, chłonąc klimat, potykając się na śliskich kocich łbach.
Kolory lekko gasną, stają się ciemniejsze jeśli namakają wodą. Horyzont znika w zasobach miliona kropel. A chodniki pięknieją! Bruki miejskie wręcz oszlifowane i umyte deszczówką wspaniale błyszczą! I choćby ktoś patrzył tylko pod nogi to zobaczy... niebo!
A wieczorową porą przez zapłakane deszczem szyby można zobaczyć malarskie widoki! Obraz wprost jak z galerii impresjonizmu. Świat zbudowany z plamek, bez dbałości o szczegóły pokazuje klimat miejsca i światło! I jak nie lubić deszczu?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz